Rozmowa z Edytą Geppert, piosenkarką, autorką wielkiego przeboju "Kocham cię, życie". Artystka już dziś wystąpi w Piszu na koncercie poświęconym pamięci Jana Pawła II
— Jak często zdarza się pani nucić węgierskie czardasze (matka Edyty Geppert była Węgierką i to ona wpoiła jej zamiłowanie do węgerskiej muzyki — red.)?
— Ostatnio śpiewałam je i to pełnym głosem w maju tego roku na wspólnym koncercie z grupą Kroke w Budapeszcie.
— Gdy miała pani sześć lat, dostała pani akordeon. Nadal pani na nim gra?
— Niestety, nie. Dawno temu przestałam ćwiczyć i dziś bardzo tego żałuje.
— Podobno w dzieciństwie była pani bardzo nieśmiała. Jak udało się pani pokonać nieśmiałość?
— Nie udało mi się. Mój przypadek jest w tym względzie „beznadziejny”.
— Powiedziała pani kiedyś, że trochę boi się dziennikarzy. Czy to sprawiło, że na kilka lat prawie zniknęła pani z telewizji i radia?
— Nie interesują mnie plotki, rozmowy o kuchni, czy modzie. Wydaje mi się, że człowiek, który chce być postrzegany jako artysta, powinien skoncentrować się na działalności artystycznej. Zdaję sobie jednak sprawę, że to dziś pogląd niemodny. Co za tym idzie, coraz mniej w radiu i telewizji programów prawdziwie artystycznych. A tylko takie mnie interesują.
— Nadal pani uparcie i skrycie kocha życie? („Kocham cię, życie” to znany przebój Edyty Geppert)
— Tak i śpiewam cytowane przez panią słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego niezmiennie od 25 lat.
— Co panią w dzisiejszej rzeczywistości rozczarowuje?
— Ze smutkiem stwierdzam, że czarno widzę przyszłość w Polsce piosenki literackiej. Pokolenie Agnieszki Osieckiej powoli się wykrusza, a następców nie dostrzegam.
— W życiu prywatnym nie chodzi pani w czerni, tak jak na scenie. W czym czuje się Pani najlepiej?
— W zimie w ciepłej kurtce, latem na plaży — w bikini.
— Jak dwoje artystów, czyli pani i mąż, radzi sobie z domowymi obowiązkami?
— Nie bardzo. Szczególnie wtedy, kiedy oboje jesteśmy w tzw. trasie.
— Kto rządzi więc w domu?
— U nas panuje trudna koalicja żony z mężem.
— Czego teraz nie musi robić Edyta Geppert?
— Tego, czego nie robiłam już wcześniej. Nigdy nie działam wbrew swoim przekonaniom.
— Tytuł pani ostatniej płyty to właśnie „Nic nie muszę”. Ta płyta jest podobno spełnieniem pani marzeń, bo wszystkie piosenki skomponował Seweryn Krajewski
— Rzeczywiście o takiej płycie marzyłam od lat. Seweryn Krajewski jest twórcą wyjątkowym. Posiada rzadki dar tworzenia melodii, które chce się nucić już po pierwszym wysłuchaniu. Myślę, że płyta „Nic nie muszę” jest tego kolejnym dowodem.
— Co robi pani, gdy nie ma w planie koncertów?
— Żyję, jak każdy. Mam swoje zainteresowania i obowiązki, ale nie lubię o tym mówić publicznie. Staram się, żeby moje życie prywatne pozostało moim i prywatnym.
— Ma pani wspomnienia związane z Olsztynem?
— Tak. Kiedyś w czasie koncertu plenerowego, padający na niezadaszoną estradę ulewny deszcz spowodował, że zostałam dość mocno porażona prądem z trzymanego w dłoni mikrofonu. Z najwyższym trudem dokończyłam swój występ. Później dowiedziałam się, że publiczność nie zorientowała się, że przeżyłam tak trudne chwile.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
k.jankow@gazetaolsztynska.pl
Więcej o koncercie przeczytasz tutaj
Dodaj komentarz
zgłoś nadużycie Zacznij zarabiać , Utworzony: 2008-11-03 01:55:23, IP: 83.144.*.*
Tez w to nie wierzylem, dopóki nie zacząłem zarabiać - http://szybki_zysk.republika.pl